Szkolny „chrzest” to u nas trwała tradycja. Zwykle wygląda to tak, że drugoklasiści przygotowują scenariusz działań, które w kulturowej tradycji nosiły nazwę „obrzędów inicjacyjnych”. W kulturach pierwotnych obrzędy owe bywały na ogół bolesne – no ale my nie jesteśmy kulturą pierwotną.  Nie wybijamy górnych jedynek jak Aborygeni, nie przywiązujemy do pala męczarni jak Czarne Stopy, a nawet nie wkładamy do mrowiska jak mieszkańcy Oceanii. Zadania mają formę symboliczną i łagodną, wywołując raczej uśmiech niż łzy.

Tym razem otrzęsiny (wpływ na to miała reforma oświaty) zorganizowano dla nowo przybyłych drugoklasistów z gimnazjum oraz licealnych pierwszaczków. Nad wszystkim czuwała pani od wuefu, zapewniając dynamiczny, lecz bezpieczny przebieg obrzędu.